:: mateusz halawa: teksty

Eros i Thanatos na Manhattanie

Posted in GW by mhalawa on 31 marzec, 2008

Mateusz Halawa

“Projekt: Monster”. Manhattan (znowu) zniszczony! Ale czy można tak się bawić po 11 września?

W “Manhattanie” Woody’ego Allena, filmowym peanie z 1979 roku na cześć miasta, które zawładnęło masową wyobraźnią, zakochani bohaterowie jadą dorożką przez Central Park. To jedna z najbardziej poetyckich scen w kinowej historii nowojorskich romansów. W “Cloverfield” (polski tytuł, nie wiedzieć czemu: “Projekt: Monster”, film miał polską premierę w lutym) widzimy taką samą dorożkę, bez pasażerów i dorożkarza, sunącą po zgliszczach Manhattanu zniszczonego przez potwora z rzeki Hudson. “Cloverfield” udaje amatorskie nagranie odnalezione – czytamy na początku filmu – w miejscu “znanym kiedyś jako Central Park”.

Amerykańska popkultura mierzona liczbą filmów na stopę kwadratową i telewizyjnych seriali na głowę mieszkańca wydaje się na Manhattanie szczególnie zagęszczać – przy czym wyspa wydaje się kondensować artystyczną energię albo w celebracji życia, miłości i seksu, albo w żądzy zniszczenia i śmierci. Niekończący się strumień popkulturowych wizerunków Manhattanu rządzi się iście freudowską dynamiką: albo Eros, albo Thanatos.

Za pośrednictwem Hollywood Manhattan skolonizował globalną wyobraźnię zbiorową. Superprodukcje coraz częściej przygotowane są z myślą o zyskach z widowni poza USA, a ta przez lata nauczyła się topografii wyspy właściwie na pamięć i chce oglądać właśnie Manhattan. Tak historia kręcenia filmów o Manhattanie owocuje kolejnymi filmami o Manhattanie.

Przyzwyczailiśmy się do Manhattanu jako sielankowej scenerii romansów, poczynając od ikon: Marilyn Monroe w “Słomianym wdowcu” (1955 – podmuch z szybu wentylacyjnego metra unosi jej sukienkę) i Audrey Hepburn w “Śniadaniu u Tiffany’ego” (1961), po kawiarniany orgazm Meg Ryan w “Kiedy Harry poznał Sally” (1989). Telewizje na całym świecie emitują ekscytujące życie codzienne na Manhattanie w odcinkach “Przyjaciół”, “Seinfelda” i “Seksu w wielkim mieście”, który w tym roku zadebiutuje również w wersji kinowej.

Bardziej zadziwiające są jednak regularność i upór, z jakimi amerykańskie kino trenuje zagładę miasta. Oto Manhattan zatopiony: przez powódź (”Deluge”, 1933), tsunami wywołane przez kosmiczną katastrofę (”When Worlds Collide”, 1951; “Dzień zagłady”, 1998), wskutek globalnego ocieplenia (”A.I.: Sztuczna inteligencja”, 2001). Zniszczony przez trzęsienie ziemi (”Po wstrząsie”, 1999), wulkan (”Disaster Zone: Volcano in New York”, 2006), bombę atomową (”Invasion USA”, 1952), meteoryt i planetoidę (odpowiednio: “Meteor”, 1979 i “Armageddon”, 1998), kosmitów (”Dzień Niepodległości”, 1996). Manhattan zamrożony przez niespodziewaną epokę lodowcową (”Pojutrze”, 2004), zaatakowany przez bestię z 20 000 sążni (1953), duchy (niegroźnie, “Pogromcy duchów”, 1984), Godzillę (znacznie groźniej, 1998, 2004), King Konga (trzykrotnie: 1933, 1976, 2005), wreszcie – potwora z “Projekt: Monster” (2008).

Gdy jest aż tak źle, że na Ziemi zostaje tylko jeden człowiek, można liczyć na to, że będzie on wędrował przez opustoszały Manhattan (”The World, the Flesh and the Devil”, 1959; “Jestem legendą”, 2007). Dalej może być już tylko Manhattan – i świat – bez ani jednego człowieka, jak w niedawnej telewizyjnej ekranizacji fascynującej książki Alana Weismana “Świat bez nas”, gdzie aleją Lexington zaczyna płynąć rzeka, a Statua Wolności znajduje się pod wodą. W “Projekt: Monster” oderwana przez potwora głowa Statui ląduje na ulicy, w “Planecie małp” z 1968 i 2001 fragment zardzewiałej Statui to jedyne, co przypomina o dawnej Ziemi.

Ta nadprodukcja scenariuszy zagłady Manhattanu przestała być niewinna w chwili zamachów 11 września. Słoweński filozof Slavoj Żiżek pisał, że na rzeczywistość tych zamachów zaplanowanych tak, by oprócz śmierci i zniszczenia na miejscu siać zgrozę na żywo przez satelitarną telewizję, patrzyliśmy oczami wytrenowanymi przez filmowe fantazje śmierci i zniszczenia. Dotąd skrzętnie wypierane strachy powracały w bezpiecznej formie kinowej rozrywki. Jednak co teraz, kiedy zagrożenie z symbolicznego stało się realne? Czy po 11 września można kręcić filmy o potworze siejącym śmierć na Manhattanie?

Obserwując w “Projekcie: Monster” zapadający się w chmurze dymu Wieżowiec Woolwortha, przekonamy się, że można (wśród recenzentów trwa inna debata: czy się powinno). Zresztą producent filmu J.J. Abrams (produkował m.in. serial “Zagubieni”) sam sprzedaje swój film jako rozrywkę na temat 11 września i Ameryki czasu “wojny z terroryzmem”. – Żyjemy w czasie wielkiego strachu – mówi Abrams. – Film o czymś tak niepokojącym jak olbrzymie stworzenie atakujące twoje miasto pozwala ludziom przetworzyć i przeżyć ten strach, doskonale się bawiąc i w sposób bezpieczny.

Abrams proponuje widowni popterapię: przepracuj traumę, dobrze się bawiąc. Ale to wcześniejsze filmy o potworach były wyrazem politycznych i kulturowych strachów. Ten stara się raczej tym strachom zaprzeczać. Efektowny “Projekt: Monster” – Godzilla skrojona na miarę czasów “wojny z terroryzmem”, YouTube.com i telefonów komórkowych z wbudowanymi kamerami – chce na powrót zamknąć powrześniowe strachy w ramach konwencji. Nic się nie stało – jak co roku potwór niszczy Manhattan.

„Gazeta Wyborcza” | 31 marca 2008

Otagowano z:

Napisz odpowiedź