W telewizji: Kupa!
Uwaga: ten tekst zawiera treści z każdego punktu widzenia nieodpowiednie i niesmaczne. Nie powinien być czytany przez nikogo
Popularny amerykański serial animowany dla dorosłych “South Park” już jedenasty sezon zaczyna się podobnym ostrzeżeniem. (Naprawdę, proszę odłożyć gazetę lub zamknąć stronę internetową. Teraz.) Coraz więcej programów, które serwuje amerykańska kablówka (zwłaszcza kanał Comedy Central), należałoby opatrzyć takim napisem. Reakcją, której telewizja oczekuje od zblazowanych widzów, takich którym wydaje się, że widzieli już wszystko, jest coraz częściej: Fuj! Bleee!
Czy ohyda staje się nową telewizyjną konwencją?
Fuj!
Telewizja zawsze była medium ekscesu: w telewizji wszystko jest “bardziej” i “lepiej”, wszystkiego jest “więcej”. Ostatnio ten eksces zamiast w stronę świata przesadnie polukrowanego, landrynkowego i kiczowatego albo przesadnie strasznego, okrutnego i przygnębiającego kieruje się w stronę przesadnej ohydy, obrzydlistwa i żenady. Pierwszym przykazaniem każdego dyrektora programowego jest “wzbudzaj u widza emocje”. Jakie? Podstawowych emocji, policzyli psychologowie, jest sześć. Telewizja apeluje do nich bezustannie.
Raz – szczęście. Bohaterowie ulubionego serialu się pobierają. Polscy piłkarze wygrywają: Gooool!
Dwa – zaskoczenie. Morderczynią okazuje się ta sympatyczna staruszka z sąsiedztwa, kto by pomyślał. Co?! Steczkowska odpada z “Tańca z gwiazdami”?
Trzy – obawa. Czy wędliny, które je twoje dziecko, mogły być przeterminowane? Czy na placu zabaw grasuje pedofil? Już za chwilę w programie “Uwaga!”.
Cztery – gniew. Złodziejska prywatyzacja zostawia ludzi bez środków do życia (“Sprawa dla reportera”). Polityka (dowolny program publicystyczny).
Pięć – smutek. Dziś w cyklu „Okruchy życia” dramatyczna walka siedmiolatki z białaczką.
Rzadko jednak apeluje się do szóstej emocji: obrzydzenia. Zarezerwowane dotąd dla bardziej ambitnych lub wprost awangardowych produkcji, obrzydzenie, wstręt, ohyda kuszą jednak telewizyjnych producentów – bo w odróżnieniu od pozostałych emocji nie są jeszcze tak wyeksploatowane i skonwencjonalizowane. A widzowie oprócz emocji oczekują jeszcze czegoś nowego. (Czytelnicy też, ale w tym przypadku – proszę nie czytać dalej. Serio.)
Skandal!
Amerykańska stacja Comedy Central to jedno z miejsc, gdzie telewizja prowadzi eksperymenty nad ohydą i obrzydzeniem jako taktyką zdobywania uwagi widzów. Wśród wielu propozycji: kultowa kreskówka „South Park” (jedenaście sezonów, emitowana także w Polsce) i show komiczki Sarah Silverman (drugi sezon).
Z listów oburzonych „South Parkiem” widzów do Federalnej Komisji do Spraw Komunikacji (FCC): „Słowo »pedał « powtórzono 20 razy”; „Program jest wulgarny i nieprzyzwoity”; „Twórcy programu w lewym dolnym rogu umieścili licznik, pokazujący, ile razy pada w nim słowo »gówno «: 162″; „Jezus defekuje na prezydenta Busha i amerykańską flagę, a wszystko to dzieje się w Wielkim Tygodniu”; „Sugestie pedofilii”; „Gadająca kupa”; „Program robi sobie żarty z 11 września”; „Oburzające: w ostatnim odcinku mały chłopczyk zabija Jezusa, krew tryska wszędzie”; „W programie użyto słowa »czarnuch «”; „Dowcipy o waginie Hillary Clinton”; „Powinno się tego zakazać”; „Niech Bóg błogosławi Amerykę”.
W czasie premierowej emisji dziewiątego odcinka najnowszej serii „South Parku” w momentach, gdy na ekranie było widać (mniejsza o to, dlaczego) gargantuicznych rozmiarów kupę (z Zurychu przyjeżdżają ją zmierzyć przedstawiciele Europejskiego Instytutu Miar i Standardów Fekalnych), na ekranie migał napis „Serial nagrodzony nagrodą Emmy”. Jednostkę pomiaru wielkości kupy, jeden kurik, nazwano nazwiskiem Katie Couric, gwiazdy amerykańskiego dziennikarstwa telewizyjnego. Gdyby telewizja mogła transmitować zapachy, w pokoju z telewizorem emitującym ten odcinek trudno byłoby wytrzymać. Akcja jednego z odcinków show Silverman zawiązuje się, gdy zaintrygowana tym, że jej pies wciąż liże swój odbyt, sama postanawia spróbować: „Co w tym takiego pysznego?”. Zostaje aresztowana za „zainicjowany przez człowieka kontakt seksualny ze zwierzęciem” – a to dopiero początek.
Kiedyś „obraza uczuć” lub „dobrego smaku” była niepożądanym skutkiem ubocznym działania telewizji. Przedłużające się kolaudacje i badania rynku miały wykluczyć możliwość jakiejkolwiek obrazy czegokolwiek. O ile w przypadku dużych stacji głównego nurtu wciąż tak jest, te mniejsze odkryły żyłę złota: obraza uczuć i dobrego smaku staje się w nich jedną z konsekwentnie stosowanych strategii. Twórcy „South Parku” Matt Stone i Trey Parker tak komentowali przedłużenie i rozbudowanie ich kontraktu o nowe kanały dystrybucji: – Trzy lata „South Parku” więcej daje nam możliwość obrażenia znacznie większej liczby ludzi. Teraz możemy też obrażać ludzi przez telefony komórkowe, konsole do gry i komputery. To dla nas bardzo ekscytujące.
Taktyka Sarah Silverman: wziąć się za dowcip już w punkcie wyjścia niemieszczący się w granicach dobrego smaku lub politycznej poprawności – i doprowadzić go do ekstremum takiego, że widz nie wie, czy wybuchnąć oczyszczającym śmiechem, czy dzwonić po policję.
Bleee!
Po ciemniejszych zaułkach internetu krąży nie tylko pornografia, ale i filmy w rodzaju: “szwedzka prezenterka rzyga na antenie” (ponad dwa miliony widzów, YouTube.com). Jeżeli telewizja ma być atrakcyjna dla młodszych widzów musi zainteresować się jedną z przewag sieci: że uchodzi w niej więcej. Tak jak estetyka pornograficzna coraz częściej przenika do publicznej przestrzeni (chociażby w reklamach), tak dzieje się i z ohydą. W zeszłym tygodniu internetowy magazyn Slate.com napisał o internautach filmujących i umieszczających w sieci swoje reakcje (z odruchami wymiotnymi włącznie) na krążący w internecie film przedstawiany jako „najobrzydliwszy na świecie”. Kierując uwagę nie na przedmiot obrzydzenia, lecz na twarze obrzydzonych, filmy te pokazują mieszankę wstrętu i zainteresowania. Młodzi widzowie zasłaniają oczy dłońmi tylko po to, żeby zaraz zrobić małą szparę między palcami i patrzeć dalej.
Co ciekawe, twórcy „South Parku” i Sarah Silverman wydają się doskonale zdawać sobie sprawę, że „dobry smak” nie jest społecznie czy politycznie niewinny. Powiedzieć komuś: „Zachowuj się przyzwoicie”, to też przypomnieć mu miejsce w społecznej hierarchii. Tymczasem obrzydliwość może być wywrotowa. Programy Parkera, Stone’a i Siverman nie są politycznie niewinne: są bezpośrednio – inteligentnie i przewrotnie – zaangażowane we wszystkie amerykańskie wojny kulturowe: o aborcję, rasę, orientację seksualną, wolność słowa, religię, komórki macierzyste, okupację Iraku, zagrożenie terroryzmem. Ni to rozrywka, ni publicystyka, ni regresja do przedszkolnych fekalnych obsesji i podstawówkowych dowcipów nieakceptowalnych z żadnej perspektywy – jednocześnie przyciąga i odpycha swoich widzów.
Świadomie lub nie Parker i Stone oraz Siverman odwołują się do europejskiej tradycji karnawału jako odwrócenia hierarchii społecznych, wywróceniu na nice porządku społecznego, który na co dzień chronią rozmaite tabu. Karnawałowa ludyczność, o której pisał rosyjski teoretyk literatury Michaił Bachtin, przenosi społeczne konflikty na sferę cielesności i gra z tabu otaczającymi ciało. Bachtin czytał w ten sposób „Gargantuę i Pantagruela” Rabelais’go. Stone, Parker i Silverman, przekraczając granice dobrego smaku, jednocześnie prowadzą społeczną krytykę z pozycji błaznów, którym uchodzi więcej. Silverman opowiada rasistowskie dowcipy, ale w istocie to dowcipy o rasistach. „South Park” testuje granice amerykańskiej debaty publicznej i doprowadza do absurdu ideologiczne spory albo wręcz przeciwnie – podkreśla ich wagę.
Teledekadencja
Telewizyjna ohyda to część szerszego zjawiska – pod presją rozwijającego się internetu amerykańska i brytyjska popularna telewizja coraz częściej flirtuje z bardziej ryzykownym poczuciem humoru niż to proponowane przez sitcomy ze śmiechem „z puszki”. Twórcy produkcji takich jak „Curb Your Enthusiasm”, „The Office” czy „Little Britain” – na różne sposoby – tworzą telewizyjne dowcipy, które rozsadzają formalne zasady rządzące i telewizją, i dowcipami. W serialach komediowych zamiast puenty goniącej puentę pojawiają się dziwne przestoje, niepokojąca cisza, pozornie nieporadne dowcipy, szokujące lub obrzydliwe wydarzenia, które rozsadzają strefę komfortu tak pracowicie budowaną przez tradycyjne telewizyjne produkcje. Widz przed ekranem aż się skręca z zażenowania lub poczucia dziwności – i ogląda dalej, w rosnącym napięciu. Ale ulgi, a czasem i puenty, ani widu.
- A jeśli żarty nie będą miały puenty? – pytał w swoich wspomnieniach amerykański komik Steve Martin. – Jeśli nie dam publiczności żadnych wskazówek, stworzę napięcie, którego nigdy nie uwolnię? Co publiczność zrobi z tym napięciem? Ono będzie musiło znaleźć gdzieś swoje ujście. Z czystej desperacji ludzie będą musieli się roześmiać.
Czy zmieniająca się telewizja, dotychczas medium niezwykle skuteczne w podtrzymywaniu porządku społecznego, może ten porządek podważyć? Raczej nie. Ale jeżeli miałoby się to kiedyś zdarzyć, jest duża szansa, że będzie wyglądało bardzo nieestetycznie.
„Gazeta Wyborcza” | 13 lutego 2008

Komentarze są wyłączone