:: mateusz halawa: teksty

Co się dzieje z Naszą-klasą?

Posted in GW by mhalawa on 23 styczeń, 2008

Mateusz Halawa

Nasza-klasa nie jest sexy jak inne strony internetowe. Po niej się nie surfuje. Człowiek siedzi i wspomina. Albo się gapi. Co z tego wynika? Nic, czyli bardzo wiele.

Słyszeliśmy ostatnio dużo o Naszej-klasie, głównie w tonie sensacyjnym. Gdyby polegać na mediach, ten poczciwy serwis może jawić się jako pułapka na naiwnych, którą powinny się zająć państwowe służby.

Kolejne osoby z milionów użytkowników Naszej-klasy – czytaliśmy w “Gazecie” – “uświadamiają sobie, jakie zagrożenie niesie beztroskie opowiadanie o swoim prywatnym życiu”. Ale wystarczy przypomnieć podobne niepokoje towarzyszące upowszechnianiu się telegrafu, później telefonu, by sceptycznie traktować takie alarmy.

Nikomu o nic nie chodzi

Być może w Naszej-klasie ktoś się pod kogoś podszywa, ktoś kogoś podgląda i na niego czyha. Jednak odsetek podszywających się, podglądających i czyhających nie wydaje się wyższy niż w “realu”. Co najmniej kilka osób dziennie otrzymuje pogróżki przez telefon, ale telefonia słusznie nie budzi medialnej ekscytacji, bo większość zastosowań telefonu jest raczej niegroźna. Dlatego zamiast pisać kronikę kryminalną Naszej-klasy, warto przyjrzeć się jej banalnej codzienności.

Jako jedno z pierwszych polskich miejsc internetowych Nasza-klasa przekracza zarówno bariery wiekowe (są na niej i kilkunastolatki, i ich rodzice, rzadziej dziadkowie), jak i różnice klasowe. Odtwarzając po latach podstawówkową listę obecności, członkowie Naszej-klasy spotykają w sieci osoby o odmiennej biografii, stylu życia, pracy, miejscu zamieszkania, wykształceniu.

Popularność portalu ściągnęła na niego gromy. Zlastrona.org przyznał mu tytuł najgorszej strony roku. Spece od sieci narzekają w blogach, że jest brzydka i niefunkcjonalna, bez wyrafinowanych aplikacji, że serwery są za wolne, właściwie nic się na niej nie da zrobić, można tylko siedzieć i się gapić na koleżankę ze szkoły w sukni ślubnej.

Rzeczywiście nie pasuje to do wizerunku internetu jako rewolucyjnego medium aktywnych konsumentów-producentów. Z bycia w internecie miało przecież coś wynikać – globalna wioska, sieciowe społeczeństwo obywatelskie, uwolniona kreatywność milionów użytkowników. A co wynika z siedzenia w Naszej-klasie? Nic.

I w tym jej siła. Tak jak do luźnej, towarzyskiej rozmowy wystarczy kilka osób, stół i krzesła (często piwo), tak i towarzyskość w Naszej-klasie obywa się bez wyrafinowanych technologii. Ta towarzyskość jest kluczowa dla jej fenomenu.

W towarzyskiej rozmowie, pisał klasyk socjologii Georg Simmel, nikomu o nic nie chodzi. Jedynym celem jest podtrzymanie rozmowy, rozmowa sama w sobie, pamięć o niej i zapewnienie sobie możliwości dalszego gadania. Takie kontakty, słowne iskanie, są najważniejsze w podtrzymywaniu relacji społecznych.

Nasza-klasa przenosi towarzyskość do sieci. Repertuar zachowań jest wąski: zaprosić do listy znajomych, zapisać się do klasy, pokazać zdjęcie, na internetowym forum wspomnieć zabawne powiedzonka polonistki, umówić się na piwo po latach.

Że nudno? Życie też jest w sumie nudne.

Internetowa nostalgia

Co napędza towarzyskość w Naszej-klasie? Wieści od dawno niewidzianych osób i plotki na ich temat: “Za to Magda jest w Madrycie/I wychodzi za Hiszpana,/Maciek w grudniu stracił życie,/Gdy chodzili po mieszkaniach” (Jacek Kaczmarski, „Nasza klasa”). Ważniejszy jest nostalgiczny nastrój: “Pierwsza saletra, asfaltu wybuchy/pierwszy szpan na zagraniczne ciuchy/pierwszy zegarek elektroniczny/pierwszy kontakt z dziewczyną fizyczny” (Sidney Polak, „Chomiczówka”).

Społeczny potencjał sieci tkwi właśnie w angażowaniu emocji i choćby chwilowych więziach opartych na wspólnocie sentymentów. Nasza-klasa tworzy doskonałe środowisko dla nostalgicznego myślenia i odczuwania, które mało ma wspólnego z odkrywaniem przeszłości. Bywa raczej utopią minionego lub mijającego „dobrego życia” pisaną z punktu widzenia nie zawsze udanej teraźniejszości.

Nostalgia, pisze Svetlana Boym, to nie tylko tęsknota za tym, co utracone, ale też romansowanie z własnymi marzeniami. Wydarzenia nabierają sensu, układają się w opowieści, zyskują na uroku. Arbitralne przyporządkowanie do klasy przez szkolną biurokrację (ty z „a”, ja z „c”) znowu staje się tożsamością – nawet jeśli to erzac zakorzenienia.

Ciekawe, że internetowej nostalgii oddają się też dwudziestolatkowie umieszczający w Naszej-klasie zdjęcia z przedwczorajszej imprezy. Można w tym dostrzec paradoksalną nostalgię za teraźniejszością, którą opisywał przenikliwy krytyk postmodernizmu Fredric Jameson. Różnica między kiedyś a teraz zaciera się; w szybkich czasach łatwo zatęsknić za szybko umykającym teraz.

W biurach, gdzie pod arkuszami kalkulacyjnymi ukrywa się okno wyszukiwarki z Naszą-klasą, w domach, gdzie Nasza-klasa staje się często pierwszym impulsem do skorzystania z internetu, ale także w knajpie za rogiem, gdzie trwa zorganizowane w sieci spotkanie po latach (lub ledwie po tygodniu), nostalgiczne ludzkie gadanie zyskuje w technologii nieoczekiwanego sprzymierzeńca.

„Gazeta Wyborcza” | 23 stycznia 2008

Otagowano z:
Comments Off