iPod: prywatność na wynos
Mirosław Filiciak, Mateusz Halawa
Na świecie sprzedano już sto milionów iPodów. Jak gadżety ze słuchawkami zmieniają naszą codzienność?
W 1924 roku Józef Piłsudski w warszawskiej firmie Rudzki nagrał wypowiedź, która przetrwała do dziś. „Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą – mówił marszałek – i myślę, że głos mój ma się oddzielić ode mnie i pójść gdzieś w świat beze mnie, jego właściciela. Zabawne pomysły mają ludzie! Doprawdy, trudno się nie śmiać z tej dziwnej sytuacji, w której nagle głos pana Piłsudskiego się znajdzie. Wyobrażam sobie tę zabawną chwilę, gdy jakiś ananas korbą nakręci, śrubkę naciśnie – i jakaś trąba, zamiast mnie gadać zacznie. (…) Pusty śmiech mnie bierze, że ten biedny mój głos, ode mnie oddzielony, przestał nagle być moją własnością i należy już, nie wiem, do kogo, nie wiem, do czego: do trąby czy do jakiegoś akcyjnego towarzystwa. Najzabawniejsza jest jednak myśl, że kiedy mnie już nie będzie, głos pana Piłsudskiego sprzedawanym będzie za trzy grosze gdzieś na jarmarkach, prawie na funty, jak pierniki”.
Dziś już nikt tak malowniczo nie dziwi się technologii odtwarzania dźwięku. A szkoda, bo dźwiękowa rewolucja trwa, a w jej awangardzie idą produkowane przez firmę Apple iPody z charakterystycznymi białymi słuchawkami.
Pokaż mi swoją playlistę, a powiem ci, kim jesteś
W 2005 roku światowe media informowały o zawartości „Pierwszego iPoda” , jak nazwano odtwarzacz podarowany George’owi W. Bushowi przez jego córki. Dziennikarze wnikliwie badali słowa najczęściej słuchanych przez Busha piosenek Erica Claptona, Roberta Palmera czy Bryana Adamsa . Dziś wiemy też, co ma na swoim iPodzie Benedykt XVI – Beethovena, Mozarta, Chopina, Czajkowskiego, Strawińskiego oraz podcasty Radia Watykańskiego.
Te medialne doniesienia pokazują, w jaki sposób kultura iPodów na bezprecedensową skalę wiąże tożsamość swoich uczestników z muzyką. Dostępność nieograniczonej liczby utworów muzycznych dowolnego gatunku i prostota obsługi odtwarzacza sprawia, że na coraz większą skalę muzyczna oferta może być „szyta na miarę”, pod nasze gusta.
Dziś dzięki cyfrowym formatom kompresji dźwięku na jednej płycie możemy nagrać setkę albumów. Lub raczej – kilkaset piosenek, bo iPod zmienił też sposób słuchania muzyki. Kiedy całą płytotekę możemy zmieścić w kieszeni, a dotarcie do dowolnego utworu wymaga co najwyżej trzech kliknięć, coraz mniej osób chce słuchać całych albumów, zawierających także słabsze utwory.
W USA branża muzyczna obserwuje rosnącą popularność kupowanych lub wymienianych w internecie pojedynczych utworów. A przecież już niedługo najbardziej pożądana grupa klientów – młodzież – będzie się rekrutować z przedstawicieli pokolenia, które słucha iPoda od najmłodszych lat. Łatwo przewidzieć, że będą chcieli słuchać wyłącznie muzyki, na którą mają ochotę – bez płacenia za wypełniacze. Miarodajna lista przebojów powinna brać dziś pod uwagę nie tyle liczbę kupionych płyt, co liczbę ściągniętych plików.
Przenośna intymność
W „Nożu w wodzie” Polańskiego jest scena, w której podczas burzy trójka bohaterów – dziennikarz z żoną i zabrany na pokład łodzi chłopak – chowa się pod pokładem. Piją alkohol, grają w bierki i słuchają radia, w którym transmitowany jest mecz bokserski. W pewnym momencie autostopowicz prosi kobietę o zaśpiewanie piosenki, na co poirytowany mąż wkłada słuchawkę do ucha. Nagle w kabinie są już tylko dwie osoby – atrakcyjna mężatka i okazujący jej zainteresowanie chłopak. Mąż za pomocą słuchawek próbuje się odciąć od niekomfortowej sytuacji, w której się znalazł, i w ten sposób uzyskać jakąś kontrolę.
Tak właśnie działają przenośne odtwarzacze. Michael Bull, badacz z uniwersytetu w Sussex, przygotowując książkę o użytkownikach iPodów, zwrócił uwagę, że technologia ta służy im do uzyskiwania kontroli nad tym, czego nie kontrolują: przypadkowością, anonimowością i poczuciem wyobcowania we współczesnych wielkich miastach. Virginia Woolf w swoim „Dzienniku” przyrównywała kupno gramofonu do otwarcia nowego okna w domu – sfera prywatna otwierała się na publiczną. Wyjście w miasto z iPodem to możliwość uczynienia sfery publicznej – prywatną, intymną, domową, moją. – Użytkownicy iPodów słuchają zgromadzonej w nich muzyki w domu, a gdy z niego wychodzą mają już na uszach słuchawki, często z tą samą piosenką – mówi Michael Bull. – Granice między sferami życia ulegają zatarciu .
IPod tworzy wokół swojego użytkownika bańkę prywatności – w autobusie, w pracy, przejściu podziemnym. By zrozumieć jego działanie – najlepiej na jakiś czas go wyłączyć. Tak zrobiło kilkanaścioro studentów i studentek warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, którzy w ramach zajęć z badania kultury popularnej na dobę eksperymentalnie odcięli się od mediów, w tym – przenośnej muzyki. Czuli się nieswojo i obco, zdarzało im się nudzić w miejscach, w których nigdy się nie nudzili, i zwracać uwagę na rzeczy, których wcześniej nie widzieli. Jedna ze studentek: – Jak jedziesz tramwajem i słuchasz muzyki, to masz jakiś większy kontakt ze sobą, a nie z otoczeniem. Gdy jechałam bez iPoda, musiałam słuchać tego, co się tam dzieje. Ludzie sapią, stękają, są za blisko mnie. Jak słucham muzyki, to oni się oddalają, odcinam się od nich. Albo Dworzec Centralny: tam jest obrzydliwie i śmierdzi. A z iPodem to jakby mniej czuję.
To istota tego gadżetu: służy on do kontrolowania i regulowania relacji z innymi. Pozwala panować nad przestrzenią, którą dzielimy z pozostałymi ludźmi. To też technologia idealna dla narcystycznej i indywidualistycznej współczesnej kultury: niezależnie od miejsca, to moje doświadczenie jest ważne, ja mam kontrolę, ja jestem didżejem. Iść przez miasto z muzyką w uszach, to jak być bohaterem własnego filmu – z samodzielnie dobraną ścieżką dźwiękową.
Uczestniczka eksperymentu: – Mam taki „syndrom głównej bohaterki”. Gdy mam słuchawki w uszach, wszystko dookoła jest dla mnie, czeka właśnie na mnie.
Michael Bull: – Używanie iPoda to doświadczanie jednego rytmu w otoczeniu wielu rytmów. Użytkownicy kasetowych walkmanów mówili, że gdy kończy się taśma, nagle wszystko się zmienia. A iPod gra, dopóki go nie wyłączymy.
Z indywidualnym zestawem utworów i słuchawkami w uszach iPod jest technologią intymną. Jego użytkownicy opowiadają o swoich playlistach na różne okazje, o piosenkach, które pomagają przywołać pożądany nastrój lub o dostrajaniu muzyki do siebie. – Poranny tramwaj to energiczna i optymistyczna muzyka – mówi użytkowniczka. – Ale jak jestem smutna, to słucham smutnej. iPod jest częścią mnie, nigdy nie robi mi wbrew.
Elektroniczna biżuteria
Rynkowy sukces iPodów leży właśnie w takim zamyśle producenta. Stworzyć technologię, która będzie tak prosta w obsłudze, że wręcz intuicyjna; minikomputer, który nigdy nie działa wbrew użytkownikowi. Steven Levy w książce o sukcesie iPodów opisuje projektowanie gadżetu jako walkę z przyciskami – im mniej tym lepiej. iPoda obsługuje się, nie tyle naciskając przyciski, co dotykając go w odpowiedni sposób, na przykład wykonując kolisty ruch palcem, by zwiększyć głośność. To doświadczenie tak naturalne jak przerzucanie kartek w książce. – Przed iPodem muzyka była uwięziona w maszynach i jej wydobycie było trudne albo niewygodne, nawet w dobie komputerów. Jeżeli muzyka w formie plików jest dzisiaj tak popularna, to właśnie dzięki łatwości obsługi iPodów – mówi Bull. iPod jest technologią oswojoną, w namacalny sposób bliską użytkownikowi. W dodatku sprzęt jest po prostu ładny – to istotne w czasach, kiedy większość słuchanej muzyki to pliki ściągane z internetu, a nie płyty wyciągane z okładek. iPod stał się stylowym opakowaniem na muzykę i wielu jego użytkowników eksponuje go jak biżuterię.
To biżuteria na miarę naszych czasów: nie tylko dobrze wygląda, ale mieści muzykę, filmy wideo i zdjęcia. Oprócz połączenia w jedno różnych mediów iPody dały też użytkownikom medium całkiem nowe – amatorskie podcasty, dostępne w sieci „audycje”, które podobnie jak internetowe „programy telewizyjne” zacierają różnicę między użytkownikami i twórcami mediów. Kultura iPodów i podcastów to wyzwanie dla radia – wyposażony w dostęp do sieci użytkownik może stworzyć sobie własną stację radiową z pożądaną proporcją informacji do muzyki. iPody ukradły radiu nawet specyficzną dla niego magię: że nie wiadomo, co wydarzy się za chwilę. Funkcja „shuffle” dobiera zgromadzone w pamięci odtwarzacza pliki losowo – mamy i niespodziankę, i pewność, że nie usłyszymy piosenki, której nie lubimy.
Po dobie bez komórek, internetu, telewizorów i przenośnych odtwarzaczy mp3, uczestnicy studenckiego eksperymentu wstukali piny, zalogowali się i włożyli słuchawki do uszu – i znowu wszystko było jak zwykle.
Ciekawe, co by powiedział Piłsudski, gdyby dać mu iPoda.
„Gazeta Wyborcza” | 30 maja 2007
Komentarze są wyłączone