:: mateusz halawa: teksty

Uzbrojeni w komórki: fotografia i przemoc

Opublikowany w GW przez mhalawa w dniu 26 marzec, 2007

Mateusz Halawa

Nowe francuskie prawo pozwala karać więzieniem za amatorskie filmowanie i rozpowszechnianie scen przemocy. Bo kamera coraz częściej staje się bronią.

Po skandalu wywołanym ujawnieniem zdjęć maltretowania więźniów w Abu Ghraib Susan Sontag – autorka znakomitej książki „O fotografii” – pisała, że w czasach upowszechniania się cyfrowych gadżetów zdjęcia (i amatorskie filmy) przestają być jedynie pamiątkami do przechowywania, a zaczynają być nośnikami informacji. Trudno już mówić o „fotoamatorach”. Osoba z dostępem do internetu i cyfrowym aparatem w komórce może już nie tylko zapamiętywać wydarzenia, ale publikować je w sieci. Rodzi to nowe problemy: kogo nagrywamy lub fotografujemy? Dlaczego i w jakim celu? Czy wolno nam to robić?

Oto koledzy z klasy molestują czternastolatkę, zdarzenie nagrywają telefonem komórkowym (Gdańsk). Zdjęcia rozebranej gimnazjalistki pojawiają się w internecie, a wkrótce na słupach ogłoszeniowych dookoła szkoły (Chełmża). Internetowy link do amatorskiego filmu ze scenami erotycznymi z udziałem czternastolatki rozchodzi się między szkolnymi kolegami, dziewczyna jest upokarzana (Wrocław). W supermarkecie Tesco ochroniarze filmują z ukrycia kobiety w przebieralniach i umieszczają filmy w internecie (Gorzów Wielkopolski – w ostatni piątek zatrzymano jednego z podejrzanych).

To już nie odległe historie o gwiazdach prześladowanych przez paparazzich – te relacje dotyczą naszego życia codziennego. Ponad połowa polskich nastolatków i nastolatek zbadanych niedawno na zlecenie fundacji Dzieci Niczyje choć raz była fotografowana lub filmowana wbrew swojej woli. Od początku marca we Francji jako pierwszym kraju na świecie grozi kara trzech lat więzienia i 75 tys. euro grzywny za amatorskie filmowanie i rozpowszechnianie scen przemocy.

Francuski filozof Michel Foucault opisywał panoptikon – projekt więzienia, w którym osadzeni żyją świadomi tego, że mogą być nieustannie obserwowani. Skuteczność panoptikonu opierała się na odkryciu, że w spojrzeniu jest władza. Dlatego fotografowanie i filmowanie, pozornie niewinne, wiąże się z władzą – tego, który fotografuje, nad tym, który jest fotografowany.

Pamiętamy zdjęcia martwego Nicolae Ceaucescu powtarzane przez telewizje na całym świecie – reporterskie zaświadczenie o wydarzeniu było aktem odebrania władzy dyktatorowi, symboliczną egzekucją. Gdy pokazywano nam zdjęcia Saddama Husajna poddawanego badaniu stomatologicznemu, chodziło tyleż o informację: „Mamy go” (to można by powiedzieć inaczej), co o powiedzenie: „Mamy go, upokorzonego, i mamy nad nim władzę”.

Kamery bywają bronią nie tylko podczas wojen. Oto nakręcony przez uczniów toruńskiego technikum film, na którym prowokują oni nauczyciela, a potem zakładają mu na głowę kosz na śmieci. Władza zostaje tu odebrana nauczycielow i i zwrócona przeciw niemu. Przemoc polega nie tylko na upokorzeniu przed bezpośrednią widownią, ale na zarejestrowaniu i wystawieniu tego upokorzenia na widok publiczny.

Obiektywy często są wymierzane w kobiety – choćby na stronach internetowych ze zdjęciami z kamer ukrytych w solariach, w dramatycznej sprawie samobójstwa czternastoletniej Ani czy w opisywanym ostatnio przez wrocławską „Gazetę” gimnazjum, które żyło zamieszczonym w internecie filmem z udziałem czternastoletniej uczennicy. Już Laura Mulvey, pionierka feministycznego nurtu w teorii filmu, pisała o kobietach uprzedmiotawianych przez męskie spojrzenie kamery. Mężczyźni są tu voyeurami, władcami spojrzenia, w które wpisana może być przemoc.

W dzisiejszych czasach, pisze Sontag, „żyć to znaczy być fotografowanym” i – dodajmy – fotografować. Fotografujemy i filmujemy już nie tylko ważne ceremonie i turystyczne eskapady, ale dosłownie wszystko. Kamery telewizji przemysłowej obserwują nas w sklepach i na ulicach. Młodzi użytkownicy internetowych serwisów społecznościowych, twórcy fotoblogów i moblogów opowiadają o swoim życiu za pomocą obrazów z komórek, aparatów cyfrowych i internetowych kamer. Aparaty i kamery cyfrowe (a wcześniej polaroidy) uwolniły fotografujących od niepowołanego spojrzenia laboranta robiącego odbitki – tak fotografia mogła stać się technologią intymną, częściowo wyjętą spod kontroli społecznej. Podobnie stało się z filmami.

Im mniej rozumiemy uwikłanie tych technologii we władzę, dominację i przemoc, tym większą krzywdę jesteśmy w stanie za ich pomocą wyrządzać innym. Ten problem, który jeszcze niedawno dotyczył wąskiej grupy naukowców, dokumentalistów czy producentów telewizyjnych, dziś może dotyczyć każdego uzbrojonego – dosłownie – w kamerę czy aparat.

„Gazeta Wyborcza” | 26 marca 2007

Otagowano z:

Komentarze są wyłączone