:: mateusz halawa: teksty

Gwiazdka na niebie, Kevin na ekranie

Opublikowany w GW przez mhalawa w dniu 23 grudzień, 2006
Tygodnik RTV, 1970

Tygodnik RTV, 1970

Mateusz Halawa

„Potop”, „Szklana pułapka”, „Bezsenność w Seattle” i inne tradycyjne potrawy wigilijne, czyli jak zmieniała się świąteczna ramówka polskiej telewizji od 1957 roku do dziś.

A w telewizji znowu to samo – to powtarzane od kilkudziesięciu lat westchnienie staje się już częścią bożonarodzeniowej tradycji. Ale co to jest to „to samo”? Postanowiłem przyjrzeć się telewizyjnym ramówkom, które towarzyszyły polskim widzom w święta Bożego Narodzenia (1957-2006).

Telewizja PRL-u starała się widzieć w Bożym Narodzeniu tradycję, ale nie religię. Były więc i kolędowanie, i jasełka, i „Opowieść wigilijna”; pastorałka tradycyjna (1957 – wg opracowania Schillera) i nowa (1968 – „Hej, kolęda deska” zespołu No To Co). Jednak nic o treści bezpośrednio religijnej. Samo Boże Narodzenie jest słowem niewygodnym: w 1974 wyemitowano audycję „W dniu imienin Adama i Ewy” – to o Wigilii.

Santa na Dzikim Zachodzie

Że przyszły święta, poznawało się w latach 70. po westernach (wcześniej po musicalach): drugi dzień świąt 1975 „Dwójka” ogłosiła wręcz „dniem kina westernów” i wyemitowała cztery filmy tego gatunku oraz dodatkowo odcinek „Bonanzy”. Na społeczny oddźwięk nie trzeba było długo czekać. W 1983 roku w świątecznym programie znajdujemy reportaż o robotniku z Pszczyny, który samodzielnie nakręcił western.

Nostalgia za westernami najwyraźniej trwa, skoro telewizje komercyjne w ostatnich latach postanowiły przypomnieć w święta takie filmy, jak „Rio Bravo”, „Z zaciśniętymi zębami” czy „Butch Cassidy i Sundance Kid”. Współcześnie tę rolę wydaje się odgrywać też kino akcji, obowiązkowo z Bruce’em Willisem („Szklana pułapka”!).

Święta okazują się katolickie dopiero w 1986 roku, kiedy „Jedynka” po raz pierwszy transmituje pasterkę z Watykanu (telewizyjny Ośrodek Badania Opinii Publicznej oceniał, że obejrzało ją dwie trzecie widzów). W 1989 roku można po raz pierwszy usłyszeć homilię Prymasa. Razem z religią wkracza na ekrany kapitalizm: w 1990 roku “Dziecię zwane Jezusem” sąsiaduje z 59. odcinkiem „Dynastii”, a oddzielają je reklamy. Dawkę świątecznego ciepła, romantyzmu i miłosnych uniesień zapewniają widzom od tej pory komedie romantyczne, z emblematyczną „Bezsennością w Seattle” (w tym roku w Wigilię na Polsacie).

Telewizyjne święta właściwie przeniosły się do Stanów Zjednoczonych. „Jingle bells” przygrywa amerykańskiemu Sancie, który bywa „muskularny”, „śnięty”, „w krzywym zwierciadle”, ma „żony Świętego Mikołaja” (w tym roku: „Czy Święty Mikołaj się rozwodzi?”). O ile w telewizji PRL-u „świąteczną ikoną” był Kraków, o tyle teraz jest to, mimo silnej pozycji Seattle, Nowy Jork.

A w Nowym Jorku oczywiście Kevin (również: „Kevin sam w domu”). To nasza siódma Gwiazdka z Kevinem. Takiego wyniku nie osiągnął nawet „Potop”, który wraz z „Panem Wołodyjowskim”, „Przygodami Pana Michała”, „Ogniem i mieczem”, teleturniejem „Polska za Piastów” (1965) czy dniem tematycznym pod hasłem „Soplicowo” („Dwójka”, 1999) przypomina, że nasze święta są też celebracją polskości i przywołaniem narodowej ikonografii.

Nowa, świecka tradycja

Z okazji Bożego Narodzenia telewizja, która na co dzień lubi mówić dużo o sobie, mówi o sobe jeszcze więcej. Dziennikarze i prezenterzy gotują świąteczne dania, śpiewają kolędy i dzielą się z widzami swoimi rodzinnymi tradycjami. W 1959 roku na okładce „Radia i Telewizji” można było znaleźć m.in. fotomontaż ze zdjęciami Edyty Wojtczak i Ireny Dziedzic wpisanymi w bombki. „Naszą choinkę zdobią spikerki telewizyjne” – tłumaczyła redakcja. Wydaje się, że jest tak do dzisiaj. Rodzina Lubiczów z „Klanu” usiądzie do wigilijnej kolacji razem z widzami już dziesiąty raz (w „M jak miłość” czas płynie inaczej, ale dobra oglądalność trzech świątecznych odcinków i tak jest gwarantowana).

Święta to też czas „wydań specjalnych”. Mieliśmy więc świąteczne „Tele-echo” Ireny Dziedzic (wczesne lata 60.), „Piórkiem i węglem” Wiktora Zina („w czasie Świąt profesor Wiktor Zin będzie mówić w telewizji o architekturze szopek krakowskich”, zapowiadała prasa w 1968), ale i nie tak dawno świątecznych “Milionerów” czy świąteczny pojedynek gwiazd pierwszego „Big Brothera” z gwiazdami drugiego “Big Brothera”. W Wigilię 20 lat temu Hanna i Antoni Gucwińscy zastanawiali się w specjalnym wydaniu „Z kamerą wśród zwierząt”, co mówią zwierzęta.

Osobną analizę należałoby poświęcić stroikom na stołach prezenterów programów informacyjnych i obowiązkowej informacji-ciekawostce o płetwonurkach, którzy ustawili pod wodą choinkę i podzielili się opłatkiem.

Nuda? Raczej istota współczesnej kultury. Norweski kulturoznawca Toruun Selberg uważa, że takie stałe punkty programu to rytuały epoki masowych mediów, w której „wszystkich znaków na niebie i ziemi” należy szukać na ekranach telewizorów.

Witajcie w czasach, w których zamiast pierwszej gwiazdki wypatruje się Kevina.

„Gazeta Wyborcza” | 23 grudnia 2006

Otagowano z:

Komentarze są wyłączone